Siew bezpośredni, czyli metoda, w której po żniwach nie wykonuje się klasycznej orki, talerzowania ani głębokiej uprawy, a jedynie równomierne rozłożenie resztek pożniwnych i natychmiastowy siew, pozwala zredukować liczbę operacji polowych do minimum.

Prof. Piskier wskazuje, że ograniczenie kolejnych przejazdów maszyn przekłada się na mniejsze zużycie paliwa, krótszy czas pracy ciągnika i operatora oraz niższe zużycie sprzętu, co stanowi istotny argument ekonomiczny za no‑till.

Jednakże redukcja zabiegów nie gwarantuje wyższych plonów – według profesora można spodziewać się ich nieco niższych, co w praktyce oznacza konieczność uwzględnienia całkowitego rachunku ekonomicznego produkcji, a nie jedynie masy zebranego ziarna.

Technologia najlepiej sprawdza się w warunkach suszy i na dużych powierzchniach, ponieważ brak intensywnego wzruszania gleby pozwala zachować wilgoć, a sucha gleba charakteryzuje się lepszą nośnością, co zmniejsza ryzyko trwałego zagęszczenia.

Zboża – zwłaszcza pszenica i żyto – są rekomendowane jako pierwsze rośliny do testów no‑till, gdyż ich wiązkowy system korzeniowy i zdolność do krzewienia pomagają radzić sobie z mniej precyzyjnie przygotowanym stanowiskiem; przy trudniejszych warunkach wschodów można zwiększyć normę wysiewu o 10‑20 %.

Kluczowym elementem systemu jest specjalistyczny siewnik wyposażony w trzy zbiorniki – dwa na nawozy i jeden na materiał siewny – co umożliwia jednoczesne siew i nawożenie oraz opcjonalne podawanie mikronawozów w trakcie jednego przejazdu.

Rezygnacja z orki nie zwalnia rolnika od monitorowania stanu gleby; profesor podkreśla, że regularne badania profilu, w tym wykopywanie odkrywek, są niezbędne, aby wykryć ewentualne zagęszczenia, podeszwy czy inne bariery dla systemu korzeniowego.

W wieloletnich badaniach trwających 8‑10 lat obserwuje się zmiany w strukturze gleby przy bardzo płytkiej lub zerowej uprawie, jednak wyniki nie są jeszcze jednoznaczne i wymagają dalszych analiz.

W Polsce technologia siewu bezpośredniego dopiero wchodzi na rynek – jej zastosowanie jest nadal ograniczone, ale rosnące okresy suszy zwiększają zainteresowanie rolników, zwłaszcza tych prowadzących gospodarstwa na dużych obszarach.